Strona główna     O sobie samym     Relacje z wyjazdów     Galerie foto     Nowe projekty     Publikacje          
_______________________________________________________________________________________
 
__________________________________________________________________________________________________________________________      
                                                                                                                                                                                           Tekst,  fotografie oraz opracowanie  - Marek Bytom
Wyprawa Andyjska - Aconcagua 6962 m 
Rozprawa z Kamiennym Wartownikiem 
I  wtedy  ją  zobaczyłem. Po  prostu  nie  do  opisania, górę  potężną   
i niewypowiedzianie  piękną   - Dhaulagiri   
                                                                           Kurt Diemberger  
Na szczyt wkraczamy wszyscy razem, całą czwórką. Tymczasem słońce majestatycznie znika za horyzontem. Dopiero po zastanowieniu 
się zdajemy sobie sprawę, że oglądamy zachód słońca w Oceanie Spokojnym!  Przez całą szerokość sąsiedniego Chile.  
                                                                                                                                                            
                                                                                                                                                                 Wiktor Ostrowski  " Wyżej niż kondory
 "
W  najrozleglejszych  górach  świata   Andach, położny  jest  najwyższy szczyt  obu  Ameryk  i zarazem  najwyższy  szczyt wznoszący się
poza  Azją -  Aconcagua 6962 m n.p.m.  Góra  nazwana  przez  Inków  Acconcahuac ( Kamienny Wartownik )  stanowi  jeden  z  głównych
szczytów tzw. Korony Ziemi, co czyni ją szczególnie atrakcyjną dla wspinaczy i turystów wysokogórskich. Z uwagi na specyficzne warunki
atmosferyczne   uważany  za  doskonały  trening   przed  wyprawami  w  najwyższe  góry  świata  -  Himalaje.   Dla  wielu  jest  idealnym
sprawdzianem  własnego  organizmu  na  działanie  dużych  wysokości.  Aconcagua  jest   szczytem  łatwym  technicznie.  Wejście  drogą
normalna  nie  wymaga umiejętności wspinaczkowych.  To wszystko  decyduje  o tym, że corocznie w szczycie sezonu, przypadającym na
styczeń i luty, pod  górą robi  się  bardzo tłoczno. Często  z  Kamiennym  Wartownikiem  próbują  swych sił  Polacy.  Każdego  roku szczyt
zdobywa  kilkudziesięciu  z  nich.  Aconcagua  leży  w argentyńskiej  prowincji  Mendoza,  przy  granicy  z  Chile.  Jest  masywem  skalnym
pochodzenia  wulkanicznego,  zbudowanym  z  andezytów,  wysokością   przewyższa  o  ponad  półtora  kilometra   wszystkie  okoliczne
wierzchołki ; wydaje się więc  jeszcze wyższy  niż  jest w istocie. Na rozległym  wierzchołku północnym (Cumbre Norte - 6962 m) znajduje
się  metalowy  krzyż,  natomiast  wierzchołek  południowy  ( Cumbre Sur - 6930 m )  jest  zwieńczeniem  przepięknej  południowej  ściany
Po  raz  pierwszy  Aconcagua  została  zdobyta  w 1897 r.  przez  przewodnika  szwajcarskiego  Mathiasa  Zurbriggena.  Polskie  tradycje
wspinania na tą piękną górę sięgają okresu międzywojennego, kiedy to w 1934 roku Narkiewicz, Osiecki, Daszyński i Ostrowski, dokonali
ósmego w historii wejścia na szczyt i pierwszego od strony wschodniej. Upamiętnieniem tego wejścia jest nazwa lodowca po wschodniej
stronie, zwanego Lodowcem Polaków. 

I  ja  też uległem  magii  Aconcagua.  Pozdobyciu  Mont Blanc oraz  Elbrusa w mojej głowie zaczął pojawiać się pomysł na nowe wyzwanie
Jeszcze  w dzieciństwie  z wypiekami na twarzy przeczytałem książkę " Wyżej niż kondory"  Wiktora  Ostrowskiego,  opisującej  pierwsze
polskie  wejścia  na szczyty andyjskie. Wówczas, w 1934 r.  polska  ekipa dokonała licznych wejść na andyjskie  szczyty sześciotysięczne
Jednym  z  nich  był właśnie Aconcagua. Szukając  nowej  drogi  Polacy  zaatakowali  górę  od wschodu  wytyczając  nową drogę trudnym
lodowcem,  który  na  cześć  pierwszych zdobywców  do  tej  pory  nazwanym  jest  Lodowcem  Polaków.  Wiedziałem  że  drogą  wielkich
poprzedników raczej na szczyt nie wejdę, ale wyprawa  i wejście  drogą  pierwszych zdobywców jest bardzo realna. Długo nie potrafiłem
znaleźć  towarzyszy  podróży  do  Ameryki  Południowej.  Przypadkowo  załapałem  się  w  skład  tyskiej  wyprawy. Po  trzech miesiącach
treningu,  głównie  spacerów  po  beskidzkich  szczytach  oraz  bieganiu  po  moim  osiedlu  nadszedł  czas  wyjazdu.  Z dużym plecakiem
obładowanym  sprzętem  górskim  rozpocząłem swoją  wyprawę  na  warszawskim  Okęciu. Tutaj  poznałem  resztę  grupy  i już wszyscy
razem  wylecieliśmy  w długi rejs  samolotem linii KLM. Przelot  bardzo wygodny z miedzy lądowaniem na wyspie Bonaire oraz w Limie. Po
30  godzinach  dolecieliśmy  w  końcu do stolicy Chile -  Santiago.  Niestety mój bagaż i dwóch innych uczestników nie doleciał do celu. Na
zewnątrz  plus czterdzieści stopni,  a ja zostałem w ciężkich butach  górskich i w kurtce puchowej. Na szczęście nie przeszkodziło mi to w
zwiedzaniu miasta. Wieczorem udaliśmy się na dworzec autobusowy, by nocnym kursem przejechać do Argentyny. Przejściu granicznemu
między  tymi  krajami dużo brakuje do europejskich standardów. Biurokracja  sięga  zenitu,  co  chwilę  biegaliśmy z jakimiś karteczkami z
okienka  do okienka.  Służby  celne kazały wyciągać wszystko z autokaru  i przeszukiwały  nasz bagaż.  Wprowadziło  to  wiele  zamętu  i
bardzo długo trwało. W końcu po tych perturbacjach na przejściu granicznym udało się nam rankiem dojechać do Mendozy. 
W  tym samym dniu  wieczorem  doleciał  także mój plecak.  Długą  podróż  pokonał  bym mógł  go założyć na plecy. Mendoza jest o wiele
przyjemniejsza  od Santiago. Pełno  tutaj zielonych placów oraz przyjemnych kafejek i restauracji. Spędziliśmy tam dwa bardzo pracowite
dni. Po pierwsze załatwiliśmy pozwolenie na atakowanie szczytu oraz zrobiliśmy  zakupy żywnościowe na czas pobytu w górach. Później
można  się było rozkoszować pysznymi stekami i argentyńskim winem. Kolejnego  dnia z pobliskiego dworca  autobusowego udaliśmy się
do  Puente  del  Inca,  małej  wioski  u  stóp  Aconcagua. Tutaj  cały  nasz  dobytek  spakowaliśmy  w  worki  po 30  kilogramów, które  na
grzbietach mułów miały dotrzeć do naszej bazy. Zostawiliśmy sobie tylko część ekwipunku na czekający nas trekking do obozu głównego
Plaza de Mulas. Do bram Parku Narodowego Aconcagua  dostaliśmy  się samochodem terenowym właściciela naszej agencji trekkingowej
Załatwiliśmy wszelkie  formalności  i mogliśmy podążać  długą  doliną  Horcones.  Pokonaliśmy  ją w dwa dni, nocując  gdzieś  na piargach
Zwieńczeniem  trasy  było kolorowe miasteczko  namiotów  bazowych. I  my też właśnie  tam postawiliśmy nasz mały domek, który odtąd
stał  się  naszym  schronieniem. Kolejne  dni upływały  nam  na zakładaniu  obozów  przejściowych  oraz  na  aklimatyzacji.  Wchodząc na
wysokie góry  trzeba  dostosować  organizm  do  mniejszej  zawartości  tlenu  w powietrzu.  Gdy  to  osiągnęliśmy można było rozpocząć
ostateczną rozgrywkę z naszym celem - szczytem Aconacgua. Założony obóz drugi  na wysokości ponad  sześciu  tysięcy metrów stał się
ostatnim  miejscem  biwakowym  przed  atakiem na Kamiennego Wartownika. Pobudka  wczesnym rankiem,  szybkie gotowanie herbaty,
lekkie  śniadanie  i byłem gotowy do  podjęcia  próby zdobycia  szczytu.  Czy góra okaże  się łaskawa i mnie wpuści na szczyt? Z namiotu
wyszedłem wraz  z  pierwszymi  promieniami  słońca. Było  przeraźliwie  zimno  i  wiał  silny wiatr, ale  niebo  było  bezchmurne.  Wraz  ze
wzrostem  wysokości  moje  tempo  marszu  słabło. Z każdym krokiem jednak przybliżałem się do upragnionego celu. Ostanie metry grani
ciągnęły  się w nieskończoność. Gdy moim  oczom ukazał się mały, metalowy krzyż ogarnęła mnie wielka ulga.  Już wyżej wejść się nie da
Szczyt Aconcagua!  A  pod  nogami  cała  Ameryka! 
 
Etapy zdobywania Aconcagua 
Na  najwyższy szczyt obu Ameryk prowadzą dwie stosunkowo łatwe drogi wejściowe. Pierwsza  klasyczna droga pierwszych zdobywców
zaczyna  się długim podejściem doliną  Horcones do bazy - Plaza de  Mulas. Druga  droga prowadzi doliną Vacas do bazy Plaza Argentina
Skupię się  tutaj  na  pierwszym wariancie drogi, którym miałem okazję  wspinać  się na  Kamiennego  Wartownika. Początek  tego szlaku
zaczyna  się w osadzie Puente del  Inca na wysokości 2720 m.  Jest  to ostatnia  wioska na szlaku. Stanowi  ona  również dużą  atrakcję
turystyczną  ze względu na naturalny most skalny oraz mieszczące się  pod mostem ruiny  starego uzdrowiska termalnego. Wypływająca
ze  skał  woda  wypłukuje  liczne  minerały,  które  na  powierzchni  krystalizują,  tworząc fantastyczne, kolorowe  nacieki  i  twory  skalne
Woda, w zależności od  źródła, ma różną  temperaturę, ale  zasadniczo  jest  bardzo  ciepła.  W wiosce można skorzystać z telefonu oraz
poczty,  jest też bar. Niedrogi  nocleg  jest  możliwy  w  schronisku  La  Vieja  Estacion.