Strona główna     O sobie samym     Relacje z wyjazdów     Galerie foto     Nowe projekty     Publikacje          
_______________________________________________________________________________________
 
__________________________________________________________________________________________________________________________      
                                                                                                                                                                                           Tekst,  fotografie oraz opracowanie  - Marek Bytom
Trekking dookoła Dhaulagiri 8167 m 
W krainie Białej Góry 
Nazwa  szczytu, oznaczonego przez Indyjską  Służbę Topograficzną  numerem XLII,  wywodzi  się z dwóch sankryckich wyrazów Dhavala 
Giri i oznacza Białą  Górę. Kiedy  pierwsi  podróżnicy docierający w Himalaje pytali  miejscową ludność o nazwę dominującego  nad okolicą
szczytu, otrzymywali  odpowiedź   Dhaulagiri. Prawdopodobnie  zaskoczeni tym pytaniem, podawali  pierwsze oczywiste określenie, jakie 
im przychodziło do głowy. Przecież  większość szczytów  w  Himalajach  jest  białych.   
  
Dhaulagiri  znajduje  się w  środkowo - zachodnich  Himalajach, oddzielony  od  pobliskiej   Annapurny  głęboko  wciętą  doliną  rzeki  Kali 
Gandaki. Wznosi  się  na  wysokość  8167  m n.p.m. Jest  siódmym  co  do  wysokości  szczytem Ziemi. Przez  pewien  czas, od  pomiarów 
dokonanych  w 1818 roku ,  aż  do połowy  XIX  wieku, uważany  za  najwyższą  górę świata. Pierwszą próbę  wejścia  podjęła wyprawa 
francuska  w  1950  roku.  W   obliczu   trudności  orientacyjnych,   spowodowanych   brakiem  map   i  nieznajomością   terenu,   Francuzi 
zrezygnowali.  Góra  poddała  się  13  maja  1960  roku  wyprawie  szwajcarskiej  kierowanej  przez  Maxa  Eiselina. Na s zczycie  stanęli 
wówczas: Kurt  Diemberger,  Peter  Diener , Ernest  Forrer, Albin  Schelbert  oraz  szerpowie: Nawang  Dorje  i  Nyima  Dorje. Pierwszego 
wejścia  zimowego  dokonali  w 1985  roku  Andrzej  Chok i Jerzy  Kukuczka. 8 kwietnia  2009 roku  podczas  wejścia na Dhaulagiri zginął 
wybitny  polski  himalaista  Piotr  Morawski.  
  
Trekking  wokół  Dhaulagiri  to  długa, dosyć  trudna  technicznie  i  orientacyjnie  trasa  pozwalająca  poznać dziką, wysokogórską dolinę 
Myagdi Khola, otaczającą  od południa i zachodu jeden z najwyższych szczytów Nepalu -  Dhaulagiri (8167 m n.p.m.). W trakcie trekkingu 
przekraczamy  dwie  wysokie  przełęcze: Francuzów (5360 m n.p.m.) i  Dapa Col (5200 m n.p.m.). W  najwyższych  partiach  trasy  często
zalega  gruba  warstwa  śniegu. Wymagane  jest  odpowiednie  przygotowanie  kondycyjne  oraz  obycie  z  dużą  ekspozycją.  
  
Po  ubiegłorocznym  trekkingu  dookoła  Manaslu  w  mojej  głowie  zaczął  pojawiać  się  pomysł  kolejnej  wyprawy w  Himalaje. Jako  że 
większość  znanych  i  standardowych  tras  mam  już  za  sobą,  zacząłem  szukać  czegoś  nowego.  W  sumie  długo  nie  musiałem  się 
zastanawiać. Wybór  był  oczywisty - trekking  dookoła  ośmiotysięcznego szczytu  Dhaulagiri. Z  zebraniem  ekipy  też nie było problemu, 
większość  jej  stanowili  uczestnicy poprzednich  trekkingów. W  tak  doborowym  towarzystwie  wylecieliśmy z  Polski  do stolicy Nepalu 
Kathmandu. Miasto  za  każdym razem robi na mnie olbrzymie wrażenie. Zgiełk, hałas, naciągacze. Wszędzie  czuć  palone  kadzidełka. Z  
lotniska   szybko  udaliśmy  się  do  turystycznej części  miasta  dzielnicy  Thamel.  Od  mojego  poprzedniego  pobytu  tutaj  niewiele  się 
zmieniło. Może  tylko to,  że Nepal  z  każdym  rokiem  staje  się  coraz  droższy. Jako  że  cała  grupa   w  Kathamndu jest  już  nie po raz 
pierwszy,  nie  zwiedzamy  już  zabytków. Skupiamy  się  na   formalnościach  związanych  z   czekającym  nas  trekkingiem,  dokupujemy 
potrzebny  sprzęt i  jedzenie. Po tak pracowicie  spędzonych  dwóch dniach,  już  na  spokojnie zasiadamy do  wynajętego busika. Przed 
nami  kilkugodzinna  podróż  do wioski Beni,  skąd  rozpoczniemy  naszą  nową  himalajską  przygodę.
Etapy trekkingu  
  
1. Beni (830 m n.p.m.)  - Darbang  -  Dharapani (1560 m n.p.m.)  
Z  samego  rana  pakujemy  się  do  wynajętego busa  i  jedziemy w dalszą  drogę.  Jazda   takim  małym  samochodem  dostarcza  wielu 
emocji.  Po  trzech  godzinach  podróży  docieramy  do  końca  drogi  - wioski Darbang. Osada  ta leży  po  obydwu stronach rzeki Myagdi 
Khola.  W  1988  roku  podczas  intensywnych  opadów  deszczu  potężne  masy  ziemi  zasypały wieś zabijając  110 osób W miejscowej 
chacie  zjadamy  dal-bata (ryż z warzywami i soczewicą).  Najedzeni  i napojeni  udajemy  się na szlak. Pierwszy  odcinek  nie  jest  długi. 
Prowadzi  częsciowo  wykutą  w skale  ścieżką, która  wije  się  wysoko  ponad  całą doliną.  Późnym  wieczorem  dochodzimy  do  wioski 
Dharapani. Na nocleg  zatrzymujemy  się w jednej  z miejscowych  chat,  a  na  kolacje  zajadamy  się  ryżem.  
  
2. Dharapani (1560 m n.p.m.)  -  Muri (1850 m n.p.m.)  
Dzień  rozpoczynamy  skromnym śniadaniem składającym  się  z  tybetańskich chlebów, jajek  i dżemu. Rejon Dhaulagiri  jest ubogi i inne 
jedzenie jest  tu  rzadkością. Z  wioski  możemy  podziwiać  piramidę  Dhaulagiri. Trasa  naszego  trekkingu  wiedzie  przez  rozległe pola 
ryżowe. Pogoda  jest  piękna, ale  upał  daje się we znaki. Napotykana  ludność  z podziwem  patrzy  na  nasze  duże  plecaki  i ostrzega 
nas,  że w dalszej  części  trasy  jest trudno. My  jednak  jesteśmy  dobrej  myśli.  Wieczorem  dochodzimy  do Muri,  wioski  zamieszkałej 
przez  lud  Mogarów. W  samym  jej  środku, na  boisku  szkolnym  rozbijamy  namioty. W  osadzie  odbywa się  festiwal  oraz turniej piłki 
siatkowej. Dla  nas  to nowe  doświadczenie  i  z  chęcią  udajemy się  pokibicować  miejscowym  drużynom, a  przy  okazji  zajadamy się 
pysznymi  pierożkami  momo.   
  
3. Muri (1850 m n.p.m.) -  Boghara (2080 m n.p.m.)  
Dziś  długi  etap  przed  nami. Z  wioski  obniżamy  się  do  koryta  rzeki,  by  przekroczyć  ją  po  wiszącym  moście. Dalej  już wędrujemy 
dnem  doliny  wśród   bujnej  roślinności.  W  jednym  z  biwakowych  miejsc  spotykamy  sporą  grupę  wojska.  Z   rozmów  z  nepalskim 
żołnierzem  dowiadujemy  się,  że  oddział  został  tu  skierowany  do  naprawy  szlaku  wokół  Dhaulagiri,  aby  był  bardziej  bezpieczny. 
Szef  brygady  wojskowej  zatrzymuje  nas  na  dobre  dwie  godziny.  Wykorzystujemy  ten  czasna relaks oraz  na zjedzenie nepalskiej 
zupy. Gdy  tylko  dostajemy  pozwolenie  na  dalszą  drogę  zakładamy  plecki i  ruszamy. Początkowo  szlak  trawersuje  strome zbocza. 
W  dużej ekspozycji  pokonujemy  kolejne  zakręty. W  pewnym  momencie  dochodzimy do miejsca, gdzie  ścieżka urywa się w przepaść. 
Okazało  się  że  wojskowi  trochę  przedobrzyli  z  poprawą  drogi  i  wysadzili  całą  ścieżkę  w  powietrze. Teraz  na  szybko  wykuwają 
stopnie  w  skale  i zakładają  poręczówkę. Miejsce  to  przechodzimy ze  sporą  obawą. Jest  bardzo  niebezpiecznie, ale  jakoś  wszyscy 
szczęśliwie  pokonują  przeszkodę. Później, już  bez  większych  emocji  dochodzimy  do małej  wioski  Boghara, gdzie  zatrzymujemy  się 
na nocleg.  
  
4-6. Boghara (2080 m n.p.m.)  -  Doban (2450 m n.p.m.)  - Baza Włoska (3650 m n.p.m.)  
Kolejne  trzy  dni  to  żmudne  zdobywanie  wysokości  oraz przedzieranie  się  przez nepalską dżunglę. Co  chwilę  przekraczamy  potoki 
po  prowizorycznych  mostkach. Szlak czasami zanika w bujnej roślinności. Już czuć bliskość Dhaulagiri. Nie spotykamy żadnych turystów. 
Trzeciego dnia  dochodzimy do dużej łąki, na  której  stoją dwa kamienne szałasy. Jest  to  baza włoska. Nad całą okolicą góruje potężna 
zachodnia ściana Dhaulagiri I.  
  
7. Baza włoska - dzień aklimatyzacyjny (3650 m n.p.m.)  
Fajnie  jest  być  w  górach i  nie  musieć  nic robić.  Można  leżeć  w  namiocie,   gotować  i  podziwiać  piękne  widoki  na  zewnątrz.  Taki 
relaksacyjny  dzień  jest  bardzo  potrzebny,   żeby  dobrze  się  zaaklimatyzować.  Jedyną  czynnością  wymagającą  większego  wysiłku 
jest  zejście  kilkadziesiąt  metrów  niżej  po wodę  do  gotowania. Po  południu  do bazy przychodzą miejscowi ze świeżą dostawą jajek. 
Zatem zamiast tradycyjnego dal-bata, na kolację zjadamy po omlecie z sześciu jaj.   
I  wtedy  ją  zobaczyłem. Po  prostu  nie  do  opisania, górę  potężną   
i niewypowiedzianie  piękną   - Dhaulagiri   
                                                                           Kurt Diemberger