__________________________________________________________________________________________________________________________
Tekst, fotografie oraz opracowanie - Marek Bytom
Khumbu Himal Trekking
W stronę Mount Everestu
I wtedy ją zobaczyłem. Po prostu nie do opisania, górę potężną
i niewypowiedzianie piękną - Dhaulagiri
Kurt Diemberger


Wpatruję się w okno samolotu. Na horyzoncie co chwilę pojawiają się ośnieżone szczyty. Z łatwością rozpoznaje Annapurne, Manaslu
oraz Dhaulagiri... tyle o tych górach czytałem jako dziecko i zawsze marzylem, aby je zobaczyć na własne oczy. Teraz moje marzenia o
Himalajach się spełniają. Lecimy w dwójkę. Rzęd dalej wpatrzony w szybę okienka Krzychu - towarzysz mojej podróży. Poznaliśmy się
w Chamonix. Rok temu, w ostatnich dniach października byliśmy w Dolomitach. Pogoda była kiepska - siedząc w schronie przy herbacie
z rumem snuliśmy plany o górach. A może tak za rok o tym czasie będziemy w Nepalu ? - powiedziałem. Pomysł bardzo się spodobał.
I fatycznie. Dokładnie za rok siedzieliśmy w samolocie. Po długiej ciekawej podróży z miedzylądowaniem w Delhi i kilkunastogodzinnym
oczekiwaniu na połączenie jesteśmy w Kathmandu. Miasto trochę nas przeraziło. Wąskie uliczki pełne były trąbiących oraz jeżdżących
w różne strony samochodów i motorów. W różne strony - należy rozumieć dosłownie, ponieważ nikt tutaj nie baczył na obowiązujące
przepisy drogowe. Co chwilę dopadają nas naciągacze oferując rożne uslugi oraz towary. Jesteśmy twardzi i nie dajemy się. Śpimy w
turystycznej części miasta - na Thamelu. Spotykamy znajomych z lotniska i wspólną ekipą wyruszamy na podbój miejscowych knajpek
Poznajemy też Sylwię, Polkę , która mieszka na stałe w Kathmandu wraz ze swoim nepalskim chłopakiem. Drugba - tak ma imię, jest
właścicielem agencji trekkingowej. Współnie oprowadzają nas po mieście, po buddyjskich świątyniach i po miejscach, o których turyści
nie wiedzą. Kathmandu ma swój urok i czar.
Po trzech dniach spędzonych w stolicy Nepalu, obładowani cieżkimi plecakami udajemy się na lotnisko. Przed nami lot do Lukli - wioski
leżącej w sercu Himalajów. W konću przyszedł czas na realizację naszego górskiego planu. Jako że nasz start opóźnial się z godziny
na godzine, w sali odpraw zaczęlo robić się tloczno. Obserwujemy ludzi. Nasza uwagę zwrócia pewna trójka osób. Trochę niewyraźnie
wyglądala dwójka z nich. Chyba zabalowali wczoraj za bardzo:). Trzeci kolega co chwilę donosił do nich ożeźwiające napoje. Okazalo
się, że to koledzy z Krakowa. Mają podobny plan do naszego... kilkakrotnie nasze szlaki się spotykały. W sumie bardzo fajne Krakusy.
W końcu lecimy.... Samolot typu awionetka, dwudziestoosobowy. Kabina pilota niczym nie oddzielona od pasażerskiej, więc było widać
co pilot kombinuje:) Od stewardesy dostajemy poczęstunek: po cukierku i watę do uszu. Lecimy ponad chmurami, co chwilę pojawiają
się widoki na góry. Niby fajnie, tylko gdzie jest lotnisko między tymi szczytami ? Okazało się, że pilot zna jego położenie na pamięć, bo
w pewnym momencie wlatujemy w chmury. Wpadamy w turbulencje. Wszyscy pasażerowie przerażeni. Lecimy miedzy dwiema górami
a przed nami trzecia, na której zboczu jest ok. trzysta metrów pasa do lądowania. Lądujemy, tradycyjne oklaski i jesteśmy na miejscu
Niewątpliwie lot dostarcza wielu mocnych wrażen. Jesteśmy w Lukli. Wysokość 2840 m. Wszędzie pełno wojska. Lotnisko otoczone
jest zasiekami i stanowiskami strzelniczymi. Sytuacja jest troche niestabilna - w górach podobno grasują maoiści. No ale nic na to nie
możemy poradzić ..... więc wyruszamy na podbój Himalajów!
Opis naszego trekkingu
Dzień 1 - Lukla (2840 m ) - Nurning (2492 m)
Zaraz, po ekscytującym locie udaliśmy sie na szlak naszego tekkingu. Czterogodzinny spacerek, trochę pod górę i trochę w dół. Jeszcze
bez widoków na jakieś znane, wysokie szczyty. Ale za to z ciekawym noclegiem. Spaliśmy w lodzy - coś jak nasze schronisko, tyle że w
pokoju, gdzie spaliśmy właściciele urzadzili maly ołtarzyk buddyjski. I choć było kilka innych wolnych pokoi, gospodarze dali nam wlasnie
ten. Śmialiśmy się , że może chcą nas złożyć w ofierze. Gdy odpoczywaliśmy przy herbacie, spotkaliśmy znajomych kolegów z Krakowa
niespiesznie wchodzących w górę. Widać ze nocne balowanie w Kathmandu dalo sie im we znaki.
Dzień 2 - Nurning (2492 m ) - Namche Bazar (3440 m)
Wstaliśmy wcześnie. Trasa szybo stała się ciekawa i widokowa, widzieliśmy pierwsze sześciotysięczniki. Niektórzy Szerpowie śmieją się
z nas, wszystko przez nasze wielkie plecaki. Większość trekersów spaceruje sobie bez plecaków, a wszystkie graty noszą im właśnie
Szerpowie. Wieczorem dotarliśmy wykończeni do Namche Bazar. Jest to centrum administracyjne całego regionu. W celu aklimatyzacji
w Namche zostaniemy tam caly dzień.
Dzień 3 - Namche Bazar (3440 m )
Dzień aklimatyzacji. Miało być czyste lenistwo, a skończyło się na zdobyciu punktu widokowego. Po raz pierwszy ukazaly się nam Mount
Everest, Lhotse i najpiękniejsza moim zdaniem góra Nepalu - Ama Dablam. W schronisku przepakowaliśmy się i zostawilismy depozyt
Juz z Katmandu mieliśmy zabrać tylko najpotrzebniejsze rzeczy, ale jakoś się nie udalo. Wreszcie ostatecznie plecaki ważą po 20 kg.
Dzień 4 - Namche Bazar ( 3440 m ) - Phortse Tenga (3680 m)
Zapowiadał się ciężki i długi dzień. W planie mieliśmy przełęcz o wysokości ponad 4000 m. Po drodze odwiedziliśmy osadę Khumjung. A
na przełęczy Mong ( 4050 m) spotykaliśmy znajomych z Krakowa i wypiliśmy z nimi po litrze herbaty. Jak już z mozołem wdarpaliśmy sie
na przelecz, to musielismy z niej zejść. Po 7 godzinach dzisiejszej trasy znalezliśmy sie w schronisku w Phortse.
Dzień 5 - Phortse Tenga (3680 m) - Dole (4200 m)
Teraz już tylko pod górę. Szczęśliwie zrzuciliśmy trochę balastu w Namche Bazar, bo byłoby ciężko. Spaliśmy w tej samej lodzy co nasi
zaprzyjaznieni Krakusi. Wieczorkiem standardowy litr herbaty, a może nawet dwa. A rano... szron na szybach! W nocy było kilka stopni
poniżej zera. W osadzie zostalismy kolejny cały dzień. Wiadomo - aklimatyzacja.
Dzień 6 - Dole (4200 m)
Dzień aklimatyzacji. Weszliśmy sobie na pobliski szczycik, ok. 4.800 m. Widoki byly rewelacyjne, ośmiotysięczniki Cho Oyu, Makalu oraz
niezliczone szczytu sześcio i siedmiotysięczne.