Strona główna     O sobie samym     Relacje z wyjazdów     Galerie foto     Nowe projekty     Publikacje          
_______________________________________________________________________________________
 
__________________________________________________________________________________________________________________________      
                                                                                                                                                                                           Tekst,  fotografie oraz opracowanie  - Marek Bytom
Trekking dookoła Manaslu 8156 m 
W krainie Góry Ducha
I  wtedy  ją  zobaczyłem. Po  prostu  nie  do  opisania, górę  potężną   
i niewypowiedzianie  piękną   - Dhaulagiri   
                                                                           Kurt Diemberger  
" Droga do bazy pod Manaslu  prowadzi  wzdłuż rzeki Buri 
Gandaki.  Jest  to   jedna z najpiękniejszych
 dolin jakie znam ".
                                                   Jerzy Kukuczka
Manaslu - 8156 m. W spisie Indyjskiej Służby Topograficznej był szczytem XXX, początkowo nazywany Kutang I. Obecna  nazwa Manaslu 
pochodzi  z  sanskryckiego  słowa  manasa  oznaczającego ducha bądź duszę. Jest  jednym z  najpóźniej  zbadanych  ośmiotysięczników 
Leży około 70  kilometrów na wschód od Annapurny. Pierwszej dokumentacji   fotograficznej dokonał  w roku 1950  Toni  Hagen podczas 
przelotu  samolotem. W  tym  samym roku pierwsi  badacze Brytyjscy dotarli pod szczyt. Ocenili oni , że do atakowania szczytu mogły się  
nadawać  jedynie  wschodnie  stoki góry. Spostrzeżenia  Brytyjczyków potwierdzili  dwa lata  później  Japończycy, którzy  obrali Manaslu 
jako cel wyprawy narodowej. Pierwsza wyprawa japońska w 1953 osiągnęła wysokość 7750 m. Mimo dużej determinacji próba zdobycia  
szczytu podjęta w 1953 roku nie przyniosła powodzenia. Himalaiści  nie mieli  odpowiedniego  wyobrażenia o ogromie masywu i długości  
całej drogi. Mimo założenia dziewięciu obozów okazało się, że obóz szturmowy stał za daleko od  szczytu i próba jego zdobycia załamała 
się  400 metrów poniżej wierzchołka, na  olbrzymim  plateau leżącym  u podnóża  kopuły szczytowej.  Również  kolejne dwie wyprawy w  
1954 i 1955 roku  nie  przyniosły powodzenia i  dopiero czwarta z kolei zakończyła się  sukcesem. 9 i 11 maja 1956 wierzchołek  Manaslu 
osiągnęło czterech alpinistów japońskich
Etapy trekkingu   
   
Dzień 1. Gorhka ( 1100m ) -  Khanchok ( 1100m )     
A  więc  pora  wyjść w góry. Z  obładowanymi  plecaki   wyruszamy  z  centrum  Ghorki  na szlak  naszej  wędrówki.  Pierwszy  etap  krótki
zaledwie  czterogodzinny.  Ale  pierwsze  dni trekkingu muszą  być  takie , aby  się  rozchodzić. Po drodze mijamy parę wiosek , w których
ludzie  jakoś  dziwnie  się na nas patrzą. Chyba  z  powodu  naszych  dużych plecaków. Etap  zakańczamy na łące z pięknym widokiem na
grupę  szczytów Annapurna. Stołujemy  się  w  miejscowej chacie.  Zajadamy  się  pysznym  ryżem z warzywami tzw. dal - batem.     
     
Dzień 2. Khanchok ( 1100 m ) -  Arughat Bazar ( 490 m )     
Etap  bardzo   podobny do  wczorajszego.  Pięciogodzinny  marsz  wśród  pól uprawnych  oraz łąk. Co chwile  przechodzimy przez wioski,
gdzie  mile nas witają.  Etap kończymy  w sporym miasteczku  Arugat  Bazar. Rozkładamy swoje namioty niemalże w samym jego centrum
czym  wzbudzamy  zainteresowanie  miejscowej  ludności.     
     
Dzień 3. Arughat Bazar ( 490 m ) -  Soti  Khola ( 710 m )     
Z   Arughat  Bazar  trasa  trekkingu będzie  wiodła  doliną  rzeki  Buri  Gandaki  niemalże aż do jej źródeł. Jest  bardzo  upalnie. Po drodze
mijamy  piękne  wodospady. W  jednym z  nich niemal  wszyscy  szukają schodzenia. A więc  jest i kąpiel i opalanie się. Etap kończymy na
polu  gdzie  wszędzie  rosną bananowce.  Tradycyjnie  na kolację  ryż.     
     
Dzień 4. Soti Khola ( 710 m ) -  Machma Khola ( 890 m )     
Z  Soti  schodzimy  do  koryta  rzeki  Buri  Gandaki  by  potem  wspiąć  się zalesionymi , a miejscami   skalistymi  i  urwistymi   zboczami  do
kolejnej  wioski.  Pojawiają   się  pierwsze widoki  na ośnieżone szczyty , które  wydają  się  być już blisko. Wszędzie  podziwiać  możemy
poletka  ryżowe.  Późnym   popołudniem  dochodzimy  do sporej wioski  Machma  Khola , gdzie  z trudnością znajdujemy miejsce na biwak
Na kolację  ryż , warzywa i soczewica.     
     
Dzień 5. Machma Khola ( 890 m ) -  Lauri ( 1140 m )     
Nasze  śniadanie  też wiele się  nie różnią. Jemy  takie same  produkty  co miejscowa ludność. W tym rejonie nie ma wygodnych schronisk
ani  restauracji jak to  jest na większości   trasach trekkingowych w Nepalu.  A  więc każdego  dnia  mamy jajka,  tybetański chleb, kaszka
oraz musli. Oczywiście  mamy  zapas  swojego  jedzenia  zabranego w  kraju  ale  zostawiamy go na dalsze etapy , gdzie  już  nie będzie
można  nic  u  miejscowych kupić.  Dzisiejszy etap  niewiele  się nie  różni  od  pozostałych. Raz  z górki , raz pod górkę. Póki  co  jesteśmy
jeszcze  dosyć  nisko. Przekraczamy rzekę  Buri  Gandaki po stu metrowym  wiszącym  moście. Przejście  robi wrażenie.  Natomiast  nasze
miejsce  noclegowe  jest  wymarzone.  Nasze  namioty  otaczają   przepiękne  skalne  ściany   czuję  się  jak na  tatrzańskim  biwaku.  Na
kolację  udaje  nam  się zdobyć  u miejscowych  parę  kilogramów ziemniaków. Smakują  cudownie.     
     
Dzień 6. Lauri ( 1140 m ) -  Philim ( 1570 m )     
Etap  bardzo krótki.  Po  prawie  tygodniu  spędzonym  w górach należy się mały odpoczynek. Po  trzech godzinach wędrówki dochodzimy
do  sporego  miasteczka  Philim.  Rozbijamy  się  w jego centrum na łące. Oczywiście  nie  możemy sobie darować , aby się  nie  powłóczyć
po nim. A   więc  odwiedzamy  świątynię  oraz  miejscową szkołę. Na  kolację   zajadamy  się makaronem  z warzywami  oraz ziemniakami
Choć  na  trochę  udaję  się  nam  odpocząć  od ryżu.     
    
Dzień 7. Philim ( 1570 m ) -  Bihi ( 2130 m )     
Od  dziś  zdecydowanie  szlak  wznosi  się  coraz wyżej. Opuszczamy  wioskę  przez  pola  kukurydzy i prosa. Sceneria zmienia się , teraz
rzeka  Buri  Gandaki  płynie  urwistym kanionem , a  szlak wznosi  się  powyżej. Często musimy jednak  tracić  wysokość i schodzić poniżej
by znów mozolnie  odzyskiwać  metry. Nocujemy  na małym  skrawku  płaskiej  łąki , przy małym   nepalskim  gospodarstwie.  Wracamy do
tradycyjnego  ryżu  na  kolację,